środa, 26 lipca 2017

ZIELSKO Z ROWU

To żółte zielsko z rowu, tak wrotycz opisują mi osoby, które nie znają jego nazwy:).Wtedy informuję, że to żółte zielsko nosi wdzięczną nazwę wrotycz.
I ja go uwielbiam i to bardzo, uwielbiam jak wisi zasuszony na belce, i mimo, że żółte kwiaty nie należą do moich ulubionych dla wrotyczu zawsze znajdzie się miejsce w moim domu. A do tego wrotycz odstrasza wszelkie robactwo, komary i muchy. 
Kiedyś już dawno temu bo minęło aż 7 lat zrobiłam sobie mały wianek z wrotyczu właśnie i pięknie się zasuszył, w tym roku planuję zrobić kolejny ale zdecydowanie większy, mam nadzieję, że wyjdzie ładny...
W tym roku na obrzeżu naszych okolicznych łąk jest wyjątkowo dużo tej niesamowitej roślinki i dopiero od niedawna kwitnie więc kwiaty jeszcze długo po zerwaniu stoją w wazonie w dobrej kondycji i nie ciemnieją. Bukiety rozstawiłam w całym domu i cieszę się nimi :)
Mimo, że w ogrodzie mam mnóstwo kwiatów, które teraz pięknie kwitną to te polne lubię do domu przynosić najbardziej i nie szkoda mi ich wyrzucać jak już przekwitną.
a zabawa z polnym kwieciem zaczyna się od chabrów:) 
A Wy lubicie wrotycz:)?
Ps. dziś dużo zdjęć do oglądania, bo nie mogłam się zdecydować na konkretne a przy okazji to moja rekompensata dla Was za długą nieobecność na blogu:)
I muszę pomyśleć nad jakimś następnym ciekawym postem, bo ostatnio same wnętrza u mnie...
Może wiankowy, albo coś z haftem, pomyślę jeszcze:)
Pozdrawiam Was cieplutko i dziękuję, że zaglądacie i pozostawiacie po sobie ślad:))

ila:)

 



















wtorek, 20 czerwca 2017

POLNE MAKI...

Moją miłość do polnych kwiatów doskonale znacie, a teraz zaczął się dla mnie najwspanialszy czas...czas polnych i łąkowych zbiorów, codzienne spacery na Łagowskie łąki są u mnie tradycją, wczesnym rankiem czy nawet późnym wieczorem wychodzę podziwiać wspaniały spektakl stworzony przez Matkę Naturę...




Ziemia Lubuska, jest piękną krainą obfitującą właśnie w naturalne łąki i niesamowite krajobrazy, mam szczęście tu mieszkać i codziennie się tym wszystkim zachwycać




Do domu też przyniosłam, no nie mogło być inaczej, i już trzeci dzień stoją w wazonie:)


jak to u mnie bywa, akcenty pod kolor kwiatów też muszą być:))




a w ogrodzie mam takie okazy. Zeszłego lata przyniosłam kilka makówek do ogrodu, które od razu zgniły i myślałam, że nic z tego nie będzie, a w tym roku zrobiły mi niespodziankę, Okazało się jeszcze, że dwa rodzaje mam, toż to już podwójne szczęście:)


mężulek mój osobisty również zbierał mi maczki:)


Cudownego wtorku Kochani życzę
ila:)

środa, 14 czerwca 2017

OGRODOWA OPOWIEŚĆ...

Witajcie:) obiecałam sobie, że częściej będę tu bywać, nie wiem czy mi się to uda ale się postaram:))
Dziś mam dla Was naszą prywatną ogrodową opowieść...większość czasu spędzamy teraz w ogrodzie, uwielbiam ten nasz  malutki skrawek ziemi, uwielbiam brudzić dłonie przesadzając i sadząc kwiaty i uwielbiam zaraz po otworzeniu oczu pędzić do ogródka i przyglądać się roślinom ile przez noc zdążyły urosnąć:) a najbardziej uwielbiam patrzeć na mojego małżonka niosącego w dłoniach dwa kubki z kawą... I nasze długie, niekończące się wieczory na leżakach uwielbiam i rozmowy o wspólnych wyjazdach...I nic więcej nie potrzebuję do szczęścia!

Widok na kawałek ogródka z Filipa pokoju...przenawoziłam trawę i wypaliłam dziury, no nic to trawa odrosnie


mój ulubiony widok w całym ogrodzie:)


bardzo lubię te kwiatuchy ale niestety nazwy nie znam, będę wdzięczna za info w tej sprawie:)


w tym roku do kolekcji doszła latarenka, znajomy przypadkiem pozbawił ją szybek:)


mam zbyt mało miejsca na kwiaty jednoroczne i w tym roku cynie i czarnuszki posiałam w skrzyniach, wzeszły pięknie!


róże, niestety przez kolor nie należą do moich ulubionych (miały być kremowe):) ale kwitną bujnie i niesamowicie pachną. Mimo, że nie dbam specjalnie o nie, nie nawożę i nie robię oprysków na mszyce, rosną intensywnie i obficie kwitną


zawsze marzyłam o goździkach brodatych w swoim ogrodzie i w końcu mam, z roku na rok coraz więcej, uwielbiam je, jak dla mnie mogłyby kwitnąć całe lato, w ogóle nic koło nich nie robię a  tak wdzięcznie rosną


milion dzwonków odmiana pełna, dobrze im na szopie...


w przyszłości w miejscu ławki z pelargoniami planujemy zrobić bezpośrednie wyjście z pokoju na ogród, zastanawiam się tylko czy wstawić drzwi balkonowe czy zwykłe przeszklone drzwi wyjściowe, ale chyba zwycięży druga opcja, coś tak myślę


jak co roku w koszach mam niezawodne niecierpki, kwitną całe lato, cudowne!



bardzo lubię tą furteczkę, kojarzy mi się z wejściem do tajemniczego ogrodu




bodziszek odmiana karłowata i szałwia - bardzo lubię jej kwiaty ale zapach zdecydowanie nie moja bajka, zwłaszcza biała, no ale nie można mieć wszystkiego, żeby pięknie pachniało i do tego jeszcze wyglądało


zaciszne miejsce za domkiem, stary taboret przytargałam ze składu rzeczy do wyrzucenia:)


i za płotem...nastąpiło w końcu wielkie sprzątanie, jak nadarzy się okazja na pewno zamieszczę zdjęcia:)


naparstnica i biała ostróżka, obok malwy a przed nimi jeżówki,mój tegoroczny zakup jedna już zaczęła kwitnąć ma piękny kremowo-melonowy kolor


a pod domem cały dzień mam słońce więc zrobiłam sobie mały i nietypowy skalniak, gdzieniegdzie powstawiałam wiadra i donice z pelargoniami plus pobite ceramiczne doniczki i jakoś to wygląda:)


chyba najbardziej lubię ten fragment:)


I dziękuję za uwagę , jeśli oczywiście dotrwaliście do końca:)
zdjęcia są składanką kilkudniową, bo codziennie bardziej kwitną kwiaty i chciałam to uwiecznić
Pozdrawiam cieplutko i cudownego długiego weekendu życzę!
ila

niedziela, 4 czerwca 2017

W KRATKĘ...GRANATOWĄ:)

No ostatnio zaniedbałam blogowanie bardzooo, kiedy ten maj minął i jak szybko i już czerwiec i niedługo wakacje i lato i tyle się będzie dziać i wcześniej tyle się działo.... Można dostać zawrotu głowy. Od jakiegoś czasu cierpię na niedoczas, brakuje mi czasu na wszystko, że o przyjemnościach nie wspomnę. No ale udało mi się w końcu wyciągnąć dla siebie kilka minutek i uszyłam dwie poszewki w biało-granatową kratę, które miałam w planach zrobić już kilka miesięcy temu...
W tym sezonie w moim domu prym wiedzie kolor granatowy i ciemniejszy odcień niebieskiego a jeśli chodzi o wzory to zdecydowanie po drodze mi z kratką, wielką i malutką, kolory i wzory świetnie się wpasowały i ożywiają przestrzeń.
W najbliższej przyszłości planuję mały lifting podłogi w Filipa pokoju bo nie mogę już na nią patrzeć, a pracownia też zyskała nowe kolory, jeszcze tylko szafa pod pędzel i będzie koniec, efekty postaram się zamieścić na blogu:).
Zdjęcia jak widać w kiepskiej jakości, ale nic nie poradzę, telefonem robione i w najbliższej przyszłości raczej się to nie zmieni...może i też dlatego tak rzadko ostatnio tu jestem?! 
No nic, mimo mojej nieobecności dziękuję, że nadal na bloga zaglądacie:)

grubą bawełnianą ściereczkę w kratę upolowałam w lumpie, lubię takie nieplanowane zakupy:)


No a regał kuchenny też ma zasłonkę w kratkę tyle, że szaro-białą


poustawiałam też ma kredensie ulubione talerze w niebieskości, na ławce poduchy,żeby było wygodniej...


a z łąk przytargałam do domu ulubione chabry i porozstawiałam po całym domku


W Boczowie za grosze kupiłam stare słomkowe kapelusze, zawiesiłam w korytarzu i zyskał lekki letni klimacik, pleciona torba plażowa jest od Llooki z jej galerii, uwielbiam ją...


wspomniane chabry, no wiosną i latem nie wyobrażam sobie domu bez kwiatów, najpierw znoszę te z łąk, a później z ogródka


czasem wystarczy tylko jeden bukiet a wnętrze od razu inaczej się prezentuje


rzut oka na całość, kratka opanowała domek:)


i fragment pracowni, zmienione kolory - postawiłam tym razem na ciemny brąz i oliwkę, zmieniłam też stół i krzesło ale to przy kolejnej jej odsłonie zaprezentuję:)))


Dziękuję,jeśli ktoś dotrwał do końca:)
Pozdrawiam Was cieplutko
ila

środa, 12 kwietnia 2017

NIEDŁUGO...

Już jakiś czas temu poczyniłam pierwsze próby do wielkanocnych dekoracji, a że często lubię zmieniać wokół siebie rzeczy także i dekoracje zostały lekko zmodyfikowane.
Oczywiście tradycyjnie jest bardzo naturalnie...kwiaty i jaja plus kilka drewnianych zajączków i tyle.
W tym roku nie zdążyłam posiać rzeżuchy ani zboża, ale bratki w donicach są, więc będzie co na stole postawić:). Kwiaty są dla mnie najlepszą dekoracją i same swoim pięknem się bronią.
Z przyjemnością bym poszalała ze strojeniem domu ale mały metraż nieco ogranicza moje zapędy dekoratorskie, stąd tylko kilka drobiazgów...
Jednak nawet te troszkę akcentów wprowadziło do domu miły świąteczny klimacik

Do ogarnięcia zostały mi tylko okna, ale święta i tak się odbędą nawet jeśli ich teraz nie umyję, a wolę więcej czasu poświecić na wspólne rozmowy i bycie z bliskimi.




Moje najukochańsze drewniane zajączki od Al, zawsze wyjmuję je w pierwszej kolejności, dłużej się wtedy nimi cieszę:).
W tym roku są częścią małej kompozycji w słoju


Piernikowa kurka od Madzi (bardzkie Pierniki) pięknie zdobi ulubioną półeczkę...


Na starym taborecie tylko kilka jaj... jaja rozstawiłam wszędzie...na parapecie, murku, kredensie, komodzie...


I ceramiczne jajeczka, bardzo je lubię z Z Kredensu babci Heli, jak tylko je zobaczyłam musiałam kupić! Kasia ma cudeńka w swoim maleńkim uroczym sklepiku, z niego też pochodzi ogromna metalowa taca, kolejna, którą zachciało mi się mieć:))




Wspomniana taca, idealna do ogrodu i do przenoszenia szklanek czy kubków...spisuje się doskonale w swojej roli:)


Rzut oka na całość, lubię ten mój salonik:))


i kolejna taca, której nie mogłam się oprzeć:) (jestem uzależniona od kupowania tac:))
tą kupiłam u llooki (de la luca) uwielbiam ją, umila mi czas spędzony przy myciu naczyń:)


A tu rzut oka na kuchnię, bo długo jej nie było:))


Dziewczyny podałam Wam linki do sklepów świetnych dziewczyn, które tworzą i sprzedają cudeńka, i pomyślałam, że zrobię im małą prywatną reklamę, choć one nie potrzebują się reklamować, bo ich produkty same się bronią jakością i kunsztem wykonania!
Ps. Post nie był sponsorowany, bo póki co ja decyduje na moim blogu kogo, jak, i kiedy chcę zareklamować!
Pozdrawiam Was cieplutko cudownego wieczoru życząc ila:)